Translate

Obserwatorzy

czwartek, 29 września 2016

Glam

Cześć!
Tak, tak Daria dodała w ciągu dwóch dni następny post, trzeba to zapisać w kalendarzu! :D
Ostatnio staram się jak najczęściej robić jakieś bardziej pracochłonne makijaże żeby pokazać je na blogu, bo na co dzień niestety nie mam na tyle czasu na jakieś cuda :/. Dzisiaj miałam pół godzinki, więc skorzystałam z okazji i zrobiłam taki błyszczący makijaż. Użyłam wyłącznie palety z Makeup Revolution Iconic Pro 2. Z tej paletki jestem bardzo zadowolona, ponieważ mogę za jej pomocą zmalować wieczorowe smoky, łatwy makijaż codzienny lub co tam jeszcze chcemy :). Ostatnio zauważyłam, że mam tzw. "fazy" na dane cienie, po prostu wyciągam jedną paletę i używam jej przez dłuższy czas, później zaczynam łączyć wątki, że przecież posiadam jeszcze inne cienie, które również muszę zużywać... Na ten makijaż nie miałam większego pomysłu, po prostu chciałam użyć fioletu, którego nie używałam już dłuższy czas. Od razu chciałam przeprosić za zdjęcia, ponieważ nie są zbyt wysokiej jakości, no cóż widać, że zbliża się jesień/zima... Pora wyciągnąć mój aparat, który radzi sobie lpiej niż telefon przy takim kapryśnym oświetleniu :). Dobra, już nie marudzę, zapraszam do oglądnięcia zdjęć :).
PS. na mordce mam ten nowy podkład z Catrice HD coś tam, naprawdę jest bardzo fajny! Jednak z konkretniejszą opinią się wstrzymam, bo użyłam go zaledwie kilka razy.







Na przyszły post planuję pokazać moje pędzle (od ostatniego postu moja gromadka dużo przybrała), lub moje cienie, lub recenzję jakiegoś podkładu, bo trochę mi się ich uzbierało...
Do następnego, Daria :)

środa, 28 września 2016

Lakiery Indigo Watermelon & Ciao Bella i podręczny krem do rąk


Cześć!
W tym miesiącu nie wrzucę posta z polecanymi produktami, bo najzwyczajniej w świecie nic nowego nie używałam, ani nic mnie nie powaliło na kolana.
Dzisiaj opowiem Wam co nieco o lakierach z Indigo i ciekawym podręcznym kremie do rąk również tej firmy.


Pierwszy kolor Watermelon jest bardzo soczysty i neonowy i ciężki do zdefiniowania kolor. Jest on pomiędzy pomarańczą, a różem. Na zdjęciu wyszedł mi nieco przekłamany... Bardzo ciężko go złapać :/. Krycie jest całkiem ładne dwie cieniutkie warstwy ładnie i równomiernie pokrywają płytkę.



Drugi kolor Ciao Bella to z kolei bardzo rozbielony, fioletowy pastel. Kolor jest bardzo uroczy i pięknie się prezentuje na paznokciach. Krycie jest takie sobie - potrzebujemy trzech warstw do pełnego krycia.




Pędzelki w obu lakierach są bardzo fajne, bardzo dobrze się nimi maluje. Jedyne do czego tak naprawdę muszę się przyczepić, to trwałość... Ani jeden ani drugi nie wytrzymuje na moich pazurkach jednego dnia, jestem bardzo rozczarowana, zwłaszcza, że cena wynosi 16 złotych za buteleczkę.





Ostatnim produktem, który opiszę będzie Matrioshka krem do rąk. Jest to podręczny krem w bardzo uroczym i ładnym opakowaniu o pojemności 30ml, przez co idealnie sprawdzi się do torebki - nawet tej malutkiej. Uwielbiam gdy moje kosmetyki są z pompką, z uwagi na to że jest to higieniczne i wygodniej mi się dozuje ilość.
Dwie pompki w zupełności wystarczają na posmarowanie calutkich dłoni. Zapach ma śliczny, jest perfumowany, więc przed kupnem zachęcałabym do powąchania, ponieważ nie każdemu może przypaść do gustu. Bardzo ładnie nawilża, nie zostawia filmu, jednak dłonie są odrobinkę klejące.
Do wydajności się nie odniosę, ponieważ ostatnio noszę go tylko w torebce i używam jak sobie o nim przypomnę :). Cena jest średnia jeśli chodzi o krem do rąk o tak małej pojemności bo wynosi około 10-15 złotych.







A czy Wy znacie te produkty Indigo? Macie coś godnego polecenia z tej firmy?
A może macie lakier z tej firmy? Jak u Was z trwałością?
Pozdrawiam, Daria :)

wtorek, 13 września 2016

Kobo Matte Lips Naked Stone& Lila Rouge




Cześć, 
dzisiaj przychodzę z króciutkim postem. Chcę Wam przedstawić dwa kolory szminek Kobo, które jeśli mnie pamięć nie myli weszły jako limitka na początku wakacji. Myślę jednak, że na pewno jeszcze są do zdobycia w Naturze:).




Może najpierw opiszę Wam ogólnie te szminki. Jak dla mnie (posiadaczki beznadziejnych ust, na których nic nie trzyma) te szminki są całkiem trwałe wytrzymują mi dobrych kilka godzin, chyba że zjem coś baardzo tłustego. Dosyć ładnie się zjadają, schodzą w miarę równomiernie i są całkiem komfortowe na ustach :). Wiadomo trochę wysuszają, ale wystarczy mi raz nałożyć dobrze nawilżający balsam na usta i problem znika :)






Pierwszym kolorem, który opiszę to Naked Stone o numerze 407. Jest to śliczny nudziak, chłodnawy, mieszanka beżu i pudrowego różu. Dla mnie jest to odcień idealnego nudziaka <3.



Drugi kolor to Lila Rouge o numerze 410. Jest to piękny, żywy róż. Wspaniale ożywia twarz i bardzo dobrze nadaje się do makijażu makeup no makeup, który noszę bardzo często:). Na ostatnim zdjęciu na ustach mam przede wszystkim Lila Rouge, ale dodałam na środek ust trochę Naked Stone, żeby trochę uspokoić róż, bo wydał mi się on zbyt ostry do tego makijażu. Dzięki temu wiem, że po zmieszaniu obu pomadek mogę uzyskać jeszcze ładniejszy kolor :).




A wy macie te szminki, znacie je? 😉
Dajcie znać!
Pozdrawiam, Daria:)

niedziela, 4 września 2016

Test kosmetyków Delia





Cześć!
Piszę ten post opalając się pierwszy raz w tym roku i myślę, że ostatni... Chociaż kto tam wie może jeszcze będzie taka ładna pogoda jak dzisiaj:) (Edit: kończę pisać późnym wieczorem i mogę dodać, że deszcz popsuł mi dobry nastrój :/). Tymczasem opowiem Wam jakie mam pierwsze wrażenie na temat kosmetyków Delia. Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do lektury.




Chciałam zrobić jakiś prosty makijaż, żeby tylko sprawdzić jak się u mnie sprawdzą te kosmetyki, jednak standardowo chciałam coś jeszcze wypróbować (akurat w tym wypadku szminki z Artdeco) no i wyszło coś w czym wyszłabym na jakieś przyjęcie:).


Od niedawna noszę okulary i teraz moje wszystkie podkłady mają wielką próbę testu :)

Makijaż po 12 godzinach noszenia (Przepraszam za niewyraźne zdjęcie, jednak o 1 w nocy ciężko gdziekolwiek znaleźć dobre światło :/. Dodatkowo mój telefon ma automatyczne wygładzanie twarzy co mnie niezmiernie wkurza... Może ktoś z Was posiada Motorole 2 gen i wie jak to cholerstwo wyłączyć?)


Mam w sumie pięć kosmetyków Delia, czyli podkład, korektor, róż, cień i tusz do rzęs. Poniżej opiszę każdy z tych produktów, jak mi się z nim pracowało, jakie jest krycie, efekt i trwałość.



Pierwszym produktem jest róż w kolorze 01- pink, o którym wspominałam w notce #1 Darusia poleca. W dalszym ciągu będę polecać ten róż, bo kolory ma boskie, efekt na twarzy delikatny i do tego nie robi plam i łatwo się rozciera. Po 12 godzinach dalej go widziałam na twarzy, więc mogę stwierdzić, że jest trwały. Najjaśniejszy odcień tego różu ma delikatne drobinki i mieszam go z najciemniejszym odcieniem z tego setu. Według mnie ta mieszanka daje śliczny i naturalny efekt. No i zapomniałabym, bo ostatnio się skarżyłam, że tego różu nigdzie nie mogę znaleźć. Otóż znalazłam go u siebie w Prudniku w drogerii Jaśmin, więc sądzę, że w drogeriach gdzie są szafy Delia tam jest i ten róż :). Aaa no i jest jeszcze jeden kolor i chyba go wezmę przy następnej okazji :).






Następny produkt to cień do powiek o numerze 25. Kolor to taki brąz z odrobinką szarości, chłodnawy. Wykończenie satynowe, pigmentacja bardzo średnia. Mogę szczerze powiedzieć, że ten produkt nie powalił mnie na kolana. Gdy użyłam go pierwszy raz ( o przepraszam! Zaczęłam go nakładać na oko) byłam wściekła, nie nakładał się zbyt ładnie, robił plamy, znikał i w ogóle cuda na kiju... Ogólnie nie było miłości od pierwszego wejrzenia. Gdy użyłam go po raz drugi jakoś lepiej mi się z nim współpracowało, nadal pigment pozostawiał wiele do życzenia, jednak już ten cień jakoś wyglądał. W tym makijaż użyłam go na całą górną i dolną powiekę i z efektu jaki dał jestem w miarę zadowolona. Za pomocą tego cienia można zrobić szybki dzienny makijaż. Zastanawiałam się w sklepie czy dokupić do tego testu jakiś jeszcze kolor z tej serii, jednak po wcześniejszych doświadczeniach zrezygnowałam, a szkoda, bo być może inne kolory by się lepiej sprawdzały...






Tusz do rzęs Max Volume New Look Mascara, posiada dosyć dużą silikonową szczotkę dobrze rozdzielającą rzęsy, konsystencja jest akurat idąca w stronę mokrej.
Podchodząc do tego tuszu miałam mieszane uczucie, obawiałam się, że będzie robić pandę bądź osypywać się pod oczami. Nic bardziej mylnego! Używam już go kilka dni i wstępnie mogę powiedzieć, że nic mi się do tej pory nie osypało, ładnie rozdziela rzęsy, wydłuża i troszkę je pogrubia. Ne robi większego szału, jednak rzęsy to kwestia indywidualna, jednej osobie wystarcza taki efekt innej nie. Ja jestem tak pomiędzy, bo u mnie całkiem ładnie podkreśla rzęsy jednocześnie nie robi mi firanek, czego wymagam od każdego tuszu... (ciężko mi dogodzić i przez to zastanawiam się nad zrobieniem sobie rzęs).






Podkład All Day Perfect Make-Up, kolor 02 piaskowy beż. Konsystencja leista, w dotyku jak nawilżający krem, bardzo komfortowy na skórze po nałożeniu. Ze względu na kolor czekałam z użyciem tego podkładu od kwietnia, bo jest dosyć ciemny jak na odcień drugi w kolejności. Kolor jest brzoskwiniowy. Delikatnie oksyduje. Krycie jest słabo średnie. Na twarzy mam tutaj TRZY warstwy, a zwykle wystarcza mi jedna... Pomimo wielu warstw krycie w dalszym ciągu mnie nie zadowala i moje czerwone policzki przebijają, co niezbyt mi się podoba... Jednak z drugiej strony te kilka warstw podkładu wygląda bardzo naturalnie, są komfortowe dla mojej skóry, nie czuję żadnego ściągnięcia, a wręcz nawilżenie. Na pewno mogę stwierdzić, że nie pozostawia twarzy matowej, szybko się zaczynam błyszczeć. Jednocześnie nie ściera się, nie pozostawia wszędzie śladów (tj. telefon czy ubrania), nie migruje (nie licząc strefy pod oprawkami okularów). Do tego jest bardzo trwały, nosiłam go cały dzień gdzie było i dużo słońca i później też spadł deszcz, a podkład trzymał się cały czas tak samo. Jedyne co zauważyłam niefajnego to to, że zbiera się w moich zmarszczkach mimicznych. Ma dosyć specyficzny zapach ( takich babcinych perfum?).





Ostatni produkt to korektor pod oczy żółty. Jest dosyć gęsty, zapach jest również specyficzny jednak chyba delikatniejszy od podkładu. Krycie średnie, nie zakryje wielgachnych sińców. Myślałam, że kolor tego korektora będzie ciut ciemniejszy, a on u mnie pod oczami wychodzi prawie, że biały... Myślę, że sprawdzi się u bladziochów, ja na pewno będę po niego sięgać w zimie.Nie zbiera się w załamaniach, jest dosyć lekki jak na swoją gęstą formułę.





Dodatkowo i podkład i korektor mają takie dziubki na końcach, co w podkładzie jest średnie bo lubi się wylewać, u korektora ten aplikator się sprawdza.



Na koniec chciałabym króciutko powiedzieć o moich dzisiejszych produktach do ust, są to kredka Emily nr 206 oraz matowa szminka Artdeco nr 134 Dark Hibiscus. Kolor pomadki jest boski, taka zgaszona elegancka czerwień. Zwykle szminek używam solo, bez kredek, jednak ta niestety nie jest zbyt trwała i przez to musiałam dać tę konturówkę z Emily, która moim zdaniem pięknie się komponuje z produktem Artdeco. Zasmuca mnie dodatkowo w tej szmince to, że nie jest u mnie matowa. Zachowuje się u mnie jak zwykła nie matowa szminka, a szkoda, bo zapowiadała się z tym kolorem całkiem nieźle.





Miałyście któryś z produktów?
Znacie kosmetyki Delia? Lubicie?
Może macie coś godnego polecenia z tej firmy?
Pozdrawiam, Daria.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...